Jakże często, gdy jesteśmy w wieku „zdolności prokreacyjnej” a nie mamy dzieci, spotykamy się z uwagami dotyczącymi braku potomstwa. Jest zjawiskiem oczywistym, że ludzie interesują się życiem innych, są zaintrygowani faktem, że osoba pod wieloma względami wartościowa nie zakłada rodziny i nie wydaje potomstwa. Stąd pytania zadawane wprost lub w bardziej taktownej formie: „Dlaczego jeszcze nie masz/nie macie dzieci?” W podtekście tych pytań można doszukać się ostrzeżenia: uważaj, życie upływa a przecież: „Wszystko ma swój czas …..”. Niektóre, a może nawet większość spraw czy zamierzeń niezrealizowanych w odpowiednim czasie przemija i przepada bezpowrotnie.
Życie jest procesem rozłożonym na skali istniejącego obiektywnie czasu. Jednak nie spostrzegamy go zmysłami, lecz rozumem. O przebiegu tego procesu orientujemy się obserwując zmiany zachodzące w sobie i otaczającym świecie. Zmiany we własnym ciele, psychice, fazy wchodzenia w role społeczne, podejmowanie zadań, wspomnienia dotyczące ważnych wydarzeń w osobistej lub cudzej historii, także projektowanie przyszłości- są rozłożone i umiejscowione w czasie. Symbolem czasu jest zegar i kalendarz. I te dwa słowa są najczęściej używane do nakłaniania ludzi, szczególnie kobiet, do podjęcia roli rodzica. Dość często wysuwane są rady lub przestrogi typu: „już czas najwyższy, będzie za późno, trzeba się leczyć, znajdź wreszcie kogoś i załóż rodzinę, pomyśl o przyszłości, czy kiedyś doczekamy się wnuków itp.” Z pewnością są to pytania irytujące, ale czy możemy całkowicie negować ich słuszność. Rodziny, społeczeństwo(państwa, narody) chcą kontynuować swój rozwój i trwanie. Takie są prawa przyrody, którym podlega także człowiek. Co oczywiście nie wyklucza, że może samodzielnie kierować swoim życiem, biorąc za swoje decyzje odpowiedzialność. Jednakże uporczywe przypominanie o „kalendarzu” nie jest miłe, traktowane jak ingerencja w bardzo osobiste sprawy i decyzje. Spotyka się z uzasadnionym sprzeciwem i złością. Szczególnie przykre są dla osób, które pragnęły posiadać potomstwo, czyniły wiele by do tego doszło, lecz z różnych przyczyn tak się nie stało, co często pozostawiało w ich psychice bolesny ślad po niespełnionym pragnieniu. Jak reagujemy na takie sytuacje? Milczeniem, tłumaczeniem się, wyjaśnianiem? A może odpieramy ten „atak na własne Ja” odpowiadając: „to nie twoja sprawa, co cię to obchodzi, zajmij się swoimi sprawami, nie lubię dzieci, mam ciekawszy program życiowy, lubię wolność i związki bez zobowiązań itd.” Te uwagi nie są obojętne nawet, gdy wynikają z autentycznej troski ze strony bliskich. Może wtedy jest w nas więcej smutku, żalu, poczucia sprawionego im zawodu … Takie pytania lub rady traktowane są jak rodzaj społecznej presji wywieranej na większość osób bezdzietnych, przez rodzinę, znajomych a także ze strony pewnych instytucji społecznych, państwowych zajmujących się polityką demograficzną. Jest to typowe zjawisko społeczne, któremu nie można się dziwić, zaprzeczać lub się buntować. Każdy odczuwa tę presję inaczej, zależnie od tego, w jakiej formie jest realizowana, od kogo pochodzi, w jakiej znajdujemy się sytuacji itd. Ważne jest osiągniecie skutecznego radzenia sobie z tymi problemami, by nie rzutowały destruktywnie na inne dziedziny naszej aktywności. Wszak życie oferuje wiele innych możliwości samorealizacji poza rodzicielstwem i wychowaniem potomstwa. Z własnych obserwacji mogę stwierdzić, że najsilniejszy nacisk na „ułożenie sobie życia” przypada w stosunku do kobiet w wieku 30-35 lat. Jeszcze 50-60 lat wstecz kobieta w wieku 28-30 lat uważana była za „starą pannę” mającą niewielkie szanse na małżeństwo i potomstwo. Obecnie wraz ze zmianą systemu wartości, obyczajowości, warunkami i stylem życia najwyższa liczba urodzeń przypada na wiek kobiet w przedziale 30-34 lat. Według danych GUS (Rocz. Dem. 2019, Syt. Dem. Polski do 2017) w roku 2017 kobiety rodziły swoje pierwsze dziecko w wieku 27, 8 lat (mediana). Dla porównania w roku 2000 – w wieku 23,7. Decyzja o urodzeniu pierwszego dziecka przesuwa się więc na dalsze lata życia kobiety. Niewykluczone, że fakt ten wpływa na osłabienie społecznej presji wywieranej głównie na kobiety, w wyniku powszechniejszej akceptacji późniejszego rodzicielstwa. Wydaje się, że takim punktem granicznym wywierania nacisku społecznego na bezdzietną kobietę jest jej wiek 40. lat. Po tym okresie spada. A kobiet po przekroczeniu 50. roku życia już nikt nie pyta: „Dlaczego nie masz dzieci?”, ewentualnie tylko: „Dlaczego nie miałaś dzieci?”. Niewygodne pytania ustają, można powiedzieć „z czasem przechodzą”. Wiem, że jest to wątpliwa pociecha dla młodych bezdzietnych kobiet pragnących posiadać potomstwo. Oczywiście mężczyźni też są obiektem społecznej presji, lecz czas i biologia są dla nich łaskawsze.

